Czy DSA ma zastosowanie do wszystkich usług w Internecie?
Nie. Samo DSA w Motywie (5) wskazuje, że powinno mieć zastosowanie do dostawców niektórych usług społeczeństwa informacyjnego. W szczególności do dostawców usług pośrednich takich jak np. „zwykły przekaz” czy „hosting”. Natomiast zgodnie z artykułem drugim DSA ma zastosowanie do usług pośrednich oferowanych odbiorcom w UE, niezależnie od miejsca w którym usługodawca ma siedzibę. Oznacza to, że jeśli z jakiejś usługi można skorzystać z terenu Unii Europejskiej, to niezależnie od tego czy dostawca w Panamie czy na Seszelach – DSA będzie miało do niego takie samo zastosowanie, jak gdyby miał siedzibę w Polsce czy Belgii. Zdecydowanie jednak sprzeciwiamy się interpretacji, że DSA obejmuje każdą e-usługę i każdą stronę internetową. Tuż przed wejściem w życie rozporządzenia takich poglądów pojawiło się całkiem sporo. Tymczasem samo brzmienie DSA tego nie uzasadnia, a wręcz wskazany motyw (5) wprost stwierdza, że chodzi tylko o niektóre z e-usług.Czym jest usługa pośrednia?
DSA ma zastosowanie do usług pośrednich. Zgodnie z rozporządzeniem usługą pośrednią jest usługa społeczeństwa informacyjnego będąca:- usługą zwykłego przekazu – polegającą na transmisji danych i zapewnieniu dostępu do sieci telekomunikacyjnej
- usługą cachingu - polegającą na transmisji w sieci telekomunikacyjnej informacji przekazanych przez odbiorcę usługi, obejmującą automatyczne, pośrednie i krótkotrwałe przechowywanie tej informacji, dokonywane wyłącznie w celu usprawnienia późniejszej transmisji informacji na żądanie innych odbiorców; oraz co istotne dla dalszej części tekstu:
- usługą hostingu – polegającą na przechowaniu informacji przekazanych przez odbiorcę i (co bardzo ważne) na jego żądanie.
Czym jest usługa społeczeństwa informacyjnego?
Usługą społeczeństwa informacyjnego jest każda usługa świadczona drogą elektroniczną, na indywidualne żądanie odbiorcy usługi oraz normalnie za wynagrodzeniem. I znów zagłębiamy się w szczegóły, które mają kluczowe zrozumienie dla zakresu stosowania DSA. Obejmuje ono takie usługi, które normalnie byłyby świadczone za wynagrodzeniem, są świadczone online i są jedną z trzech usług pośrednich. Ważne jest więc ustalenie o co chodzi ze sformułowaniem „normalnie świadczona za wynagrodzeniem”.O co chodzi z „wynagrodzeniem”?
Ponieważ definicja usługi społeczeństwa informacyjnego ma już swoje lata (sięga 1998 roku) – powstał bardzo konkretny pogląd dotyczący tego o co chodzi z wspomnianym warunkiem. Przede wszystkim – wynagrodzenie to nie tylko pieniądze, które usługodawca otrzymuje bezpośrednio od użytkownika. Mogą to być inne korzyści, które przekładają się na uzyskanie wynagrodzenia przez usługodawcę. Korzyści te muszą mieć jednak bezpośredni związek z działaniami użytkownika i prowadzić do tego, że gdyby usługodawca ich nie uzyskiwał z innego źródła to by takiej usługi nie świadczył. Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości chodzi tutaj na przykład o przypadki kiedy usługodawca otrzymuje wynagrodzenie z tytułu reklam wyświetlanych użytkownikowi (nawet jeśli ten użytkownik nic nie płaci za korzystanie z usługi). Podobnie klasyfikowane jest np. korzystanie z aplikacji do zamawiania przejazdów czy posiłków, która choć dostarczana jest użytkownikowi bezpłatnie, to usługodawca otrzymuje prowizję od przewoźnika czy restauracji. Tak samo kwalifikowane są usługi bezpłatnych punktów dostępowych do wi-fi, gdzie np. restauracja udostępnia je aby przyciągnąć więcej klientów, a standardowo za skorzystanie z sieci internet musieliby oni zapłacić (np. operatorowi telefonii komórkowej). Taką usługą jest także korzystanie z darmowego serwisu w zamian za udostępnienie danych osobowych, które następnie udostępniane są reklamodawcom aby lepiej profilować reklamy za których wyświetlanie właściciel serwisu otrzymuje od nich wynagrodzenie. Nie znajduje jednak odzwierciedlenia w orzecznictwie TSUE propagowane ostatnio twierdzenie, że za wynagrodzenie należy uznać jakąkolwiek, choćby bardzo pośrednią i teoretyczną korzyść związaną z udostępnieniem usługi. W naszej ocenie np. w przypadku bloga czy podcastu który prowadzony jest hobbystycznie i z którego tytułu autor nie otrzymuje bezpośrednich korzyści nie spełnia wymogu uznania go za usługę społeczeństwa informacyjnego (co innego dotyczy platformy do przechowywania podcastów czy hostingodawcy z którego korzysta autor). Nie mniej część prawników uważa, że za usługę normalnie świadczoną za wynagrodzeniem należy uznać jakiekolwiek korzyści pośrednie, nawet bardzo teoretyczne, takie jak choćby budowanie marki własnej. Nie zgadzamy się z taką interpretacją. Naszym zdaniem potencjalne i bardzo teoretyczne korzyści związane z usługą, których uzyskanie ma charakter nieprzewidywalne nie stanowią wynagrodzenia w rozumieniu dyrektywy 2015/1535 (zawierającej definicje usługi społeczeństwa informacyjnego). Nie można przyjąć, że wirtualne, możliwe lub nie do osiągnięcia korzyści takie jak budowa marki własnej czy możliwe zwiększenie sprzedaży w przyszłości, choć na ten moment niemożliwe do oszacowania, stanowi wynagrodzenie. Dodatkowo na gruncie pojęcia „usługi normalnie świadczonej za wynagrodzeniem” należy odnieść się do bardzo ciekawego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (C-484/14) , w którym TSUE przyznało rację jednemu z unijnych sądów, iż ocena tego czy dana usługa spełnia przesłankę „normalnie świadczonej za wynagrodzeniem” powinna być dokonywana m.in. poprzez postawienie dwóch pytań:- Czy istnieją w ogóle dostawcy na rynku, którzy oferują te lub porównywalne usługi za wynagrodzeniem?
- Czy większość takich lub porównywalnych usług jest oferowana za wynagrodzeniem?
O co tyle szumu?
O ile DSA jest bardzo ważnym i potrzebnym aktem, to trzeba mieć na uwadze, że stosowanie go do wszystkich stron internetowych (w tym sklepów online) jest nie tylko sprzeczne z samym DSA, ale też społecznie szkodliwe. Nakładałoby bowiem na drobnych przedsiębiorców znaczące obciążenia regulacyjne. Tymczasem wśród prawników spopularyzował się pogląd, zgodnie z którym jeśli np. sklep internetowy umożliwia pozostawianie użytkownikom opinii o sklepie czy produkcie, to jest to… usługa hostingu. Tym samym część prawników uznaje wystawienie e-sklepowi opinii przez klienta za świadczoną za wynagrodzeniem usługę polegającą na przechowywaniu przez sklep dla klienta treści wystawionej przez użytkownika i na jego żądanie. W naszej ocenie – trudno znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie prawne dla tak kontrowersyjnego poglądu.Jak to jest z tymi opiniami w e-sklepie?
Czy można uznać przyjmowanie i prezentowanie przez sklep opinii od klientów za usługę hostingu? Nie. Jak standardowo wygląda proces wystawiania opinii w e-sklepie?- Klient kupuje produkt, za który płaci;
- Sklep wysyła do klienta maila z prośbą o ocenę;
- Klient nie odpowiada – bo ma inne zajęcia.
- Sklep ponawia prośbę o ocenę, proponuje np. rabat za jej wystawienie.
- Klient bierze rabat i wystawia ocenę – pozytywną lub negatywną, czego sklep nie jest w stanie przewidzieć, tak samo jak rzeczywistych skutków tej opinii.
- Sklep musi przechowywać opinię DLA klienta;
- Sklep musi przechowywać opinię NA ŻĄDANIE klienta;
- Wystawienie przez klienta opinii musi wiązać się z rzeczywistą korzyścią otrzymaną przez sklep.
- Usługa musi być normalnie odpłatna, co oznacza, że:
- Na rynku muszą istnieć sklepy internetowe, którzy oferują klientowi możliwość wystawienia im opinii, za co pobierają od klientów wynagrodzenie;
- Większość klientów wystawiając opinię sklepowi lub produktom powinna płacić sklepom za to że mogą je ocenić.
- Ktoś inny płaci sklepowi za to, że klient wystawi mu opinię.
- Dla kogo sklep przechowuje opinię? Dla klienta czy dla siebie? W naszej ocenie sklep zawsze przechowuje opinię tylko i wyłącznie dla siebie. We własnym imieniu i na własną rzecz. To sklep decyduje o sposobie, miejscu i czasie prezentowania tej opinii. Jednocześnie to sklep ponosi wyłączne koszty jej przechowywania, takie jak opłacenie infrastruktury IT
- Czy sklep przechowuje opinię na żądanie klienta? Nie. Sklep przechowuje opinię na własne żądanie. To sklep inicjuje żądanie wystawienia opinii, to sklep zwraca się do klienta o jej wystawienie. Jednocześnie to sklep podejmuje decyzję czy daną opinię umieści na stronie internetowej
- Czy wystawienie opinii wiąże się z rzeczywistą korzyścią otrzymaną przez sklep?Nie. Co więcej, sklep najczęściej „płaci” za opinię np. przyznając kod rabatowy na kolejne zamówienie. Nie można też przewidzieć jaką opinię wystawi klient – czy będzie ona pozytywna czy negatywna. Oczywiście – nie sposób nie uznać argumentu, że umieszczenie mechanizmu opinii ma w pewien sposób uwiarygadniać sklep, co przekłada się na wzrost sprzedaży. Jest to jednak korzyść trudna do oszacowania i może nigdy nie wystąpić.
- Czy istnieją na rynku sklepy internetowe, w których klient płaci za wystawienie im opinii po zakupie?Nie. A nawet jeśli takie sklepy by się znalazły – byłyby to pojedyncze przypadki.
- Czy większość klientów płaci sklepom internetowym za możliwość wystawienia im opinii? Nie. Opinie zwyczajowo są wystawiane nieodpłatnie. Co więcej to sklep oferuje wynagrodzenie w postaci różnych bonusów za ich wystawienie
- Czy sklep otrzymuje od innego podmiotu wynagrodzenie za to że klient wystawi opinię?Nie. O ile sklep nie wykorzystuje opinii do jakiegoś szczególnego marketingu kierowanego to nie można do opinii przypisać innych bezpośrednich zewnętrznych korzyści.